Blog > Komentarze do wpisu

Zalotnica niebieska

Zainspirowana wpisem Zakurzonej, postanowiłam wrócić do Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej. Kiedyś, w latach nastoletnich zaczytywałam się jej wierszami, głównie a sprawa mojej przyjaciółki z liceum, która mnie w poezję wciągała. Niedawno znalazłam tomik wierszy, takie mini wydanie, które moja przyjaciółka A. pięknie obłożyła w liliowy papier i wypisała piórem inicjały poetki :)

Lata temu przeczytałam "Marię i Magdalenę" Magdaleny Samozwaniec i stwierdziłam, ze najwyższa pora przeczytać tez "Zalotnicę..."

Jak na biografię czyta się tę książkę rewelacyjnie, pewnie dlatego, ze siostra poetki tez była mocno utalentowana. Zycie obie córki Wojciecha Kossaka miały niezwykłe, choć nie pozbawione mieszczańskiej troski o to by "złapać męża". Dlatego Lilka wychodzi za maż, gdy tylko trafia się odpowiedni kandydat. Nie kocha go, ale przynajmniej nikt nie nazwie jej stara panną. 

Ale poza tym wiele jest w tej książce poezji, wierszy nie publikowanych i takich, które nie trafiły do żadnego tomiku. Wiersze uzupełniają opis życia poetki, bo przecież jej twórczość nie jest oderwana od jej życia, tak naprawdę wiersze odzwierciedlają wszystko, co się w jej życiu dzieje, aż do tych ostatnich, najsmutniejszych, gdy w czasie wojny już jest schorowana i do tego z dala od kraju i rodziny.

Bo najważniejszym, co dla mnie z tej książki wynika jest to, ze Lilka zawsze szukała miłości mężczyzny, miłości szczęśliwej, ale tak naprawdę nigdy z żadnym rodziny nie założyła. Rodziną dla niej zawsze pozostali Tatko, Mamidło, Madzia i brat Jerzy.

Jedno, co mi się jeszcze rzuciło w tej książce, to jakaś taka duma autorki (M. Samozwaniec), ze ich rodzina nigdy nie była tak zupełnie normalna. Wszyscy, z wyjątkiem może Mamy, byli artystami i raczej w artystycznym środowisku się obracali, dlatego pierwszy mąż Lilki nie znalazł w ich oczach uznania, bo ani artystą nie był, ani nawet do żadnych artystycznych umiejętności nie aspirował. Jak to określiła autorka "on by Lilce nieba przychylił, ale takiego mieszczańskiego nieba".

*Magdalena Samozwaniec "Zalotnica niebieska"

wtorek, 21 maja 2013, ange761

Polecane wpisy

Komentarze
2013/05/21 13:17:36
Jestem wielbicielka rodziny Kossakow i wszystkie ksiazki o nich, lacznie ze zbiorem 1146 listow samego papy Wojciecha, polknelam juz jakis czas temu. To prawda, rodzina Kossakow uwazala sie za lepsza niz inni, za bardziej wyjatkowa i dawali to odczuwac zwyklym smiertelnikom. Czytalas moze "Wojne szatan splodzi" Marii Pawlikowskiej Jasnorzewskiej? To smutna ksiazka, ale swietny dokument ostatnich lat zycia, Maria opisuje w niej glownie swoja chorobe, ktora ja w koncu pokonala...
-
2013/05/21 14:37:08
Kaatje, zmierzam do tej książki Pawlikowskiej Jasnorzewskiej, ale chyba na razie sobie od poetki odpocznę, bo końcówka "Zalotnicy.." była bardzo smutna. O listach Kossaka tez czytałam. Chętnie po nie sięgnę, choć chyba ciężko je dostać. Na razie nie szukałam.
-
2013/05/21 15:02:55
Ciezko dostac, jak nie znajdziesz daj znac:)
agnes740@gmail.com
-
2013/05/21 15:28:14
Dziękuję, Kaatje, będę pamiętać, w razie czego :D
-
2013/05/21 15:31:52
"Maria i Magdalena" była czytana przeze mnie co roku, bo miała ją babcia w swej biblioteczce a mnie nigdy się nie znudziła :) faktycznie Madzia Samozwaniec mocno podkreślała wyższość Kossaków ponad inne stany i być może dlatego Mamidło było tylko Mamidłem, bo się przyżeniło ;) nie czytałam niczego poza tą pozycją ale wierzę, że Zalotnicę czyta się równie ciekawie.
-
2013/05/21 21:05:13
Lidko, Samozwaniec w "Zalotnicy.." przyznaje, ze ona była bardziej taty córką, a Lilka Mamidła, stąd pewnie Mamy tak nie wychwalała jak tatusia i dlatego wybaczała mu wszystkie rozliczne romanse. Podkreśliła jednak, ze choć Momo artystka nie była, to biegle władała francuskim i co dzień pisywała długie listy także w tym języku, znała sie na sztuce i literaturze, tak że z licznymi artystami odwiedzającymi Kossakówkę sobie radziła. Poza tym wielce byłą macierzyńska przy tym i karmiąca swe dorosłe córki smakołykami przy każdej okazji :)
-
2013/06/13 15:52:22
Ja tez z tych co kochaja Kossakow i mam wszystko co wyszlo w ramach wspomnien.Samej tworczosci Lilki nie mam wiele ale juz Samozwaniec mam chyba wszystkie. :)))
Teraz w Polsce musze zdobyc ostatnie jej emigracyjne wspomnienia.